Mariusz Przybylski Fall/Winter 2016 "Fire Walk With Me"


niedziela, 29 stycznia 2017

Dzisiaj chciałbym Wam przedstawić relację z pokazu, który odbył się pod koniec listopada w Warszawie. Jeżeli śledzicie mojego bloga, a ostatnio całkiem trudno jest pominąć jakikolwiek post, wiecie, że szykowałem się do wyjazdu, przybliżając Wam sylwetkę Mariusza Przybylskiego, do czego zawsze można się wrócić TUTAJ. Tym razem świat ujrzał kolekcję, o wdzięcznym tytule "Fire Walk With Me", która została zaprezentowana na już trwający sezon jesień/zima 2016/2017. Zapraszam do krótkiej lektury i fotorelacji.


 fot. Filip Okopny

Nim jeszcze nadszedł wtorek 22.11.2016 oficjalnym była inspiracja kolekcji do kultowego serialu "Twin Peaks", o czym krzyczały ogłoszenia na facebooku projektanta. Fani na instagramie próbowali połączyć twórczość Mariusza Przybylskiego z motywami amerykańskiej produkcji, ale tak naprawdę dreszczyk emocji kazał sobie odliczać godziny do pokazu, wtedy bowiem miała rozwiązać się tajemnica inspiracji. Inspiracji takowej okazało się być jednak niewiele. Oprócz zaproszeń w kolorze czerwieni oraz nagich postaci, wymalowanych na czerwono, siedzących przez cały pokaz w kilku punktach na środku wybiegu trudno było doszukać się innych nawiązań. Najważniejsza jest jednak moda i ona mnie nie zawiodła. Kolekcja podzieliła mocno grupę odbiorców na zadowolonych i na tych zniesmaczonych silnym brakiem postępu, zapętleniem się w dobrze znanych nam już rozwiązaniach. Sporo ludzi było rozczarowanych faktem, że projektant zamiast pokazać inne oblicze swojej kreatywności właściwie powielił motywy, sprawiając, że człowiek miał wrażenie jakby już wszystko widział. Niektórzy głośno zdeklasowali Mariusza Przybylskiego na swojej liście cenionych projektantów.

Ja natomiast do tej grupy nie należałem ani przez chwilę. Pokaz zaczął się bardzo prostymi krojami, które faktycznie dobrze znamy, mocno ubogimi w kolor co szybko zapaliło u mnie lampkę strachu - "a co jeśli cała kolekcja będzie bezbarwna?". Niemniej szybko zapomniałem o swoich obawach, a kolorów przybywało i przybywało z każdą kolejną minutą. Najpierw pojawiły się blade róże, granaty, groszki, oczywiście z zawsze niezawodnym tłem w postaci czerni, ale kolorów przybywało coraz więcej, by w końcu zarzucić nas wielokolorowymi maziajami czy koronkami wyszytymi kamieniami i aplikacjami w intensywnych barwach. Projektant zainwestował również we własne dodatki zimowe takie jak świetnie pasujące i modowo poprawne czapki, szaliki i kolorowe skarpety z nadrukiem strzały, która była jednym z przewodnich motywów całej kolekcji. Oprócz strzał, groszków i kolorowych grafik pojawiły się motywy dzikiego zachodu, a właściwie indiańskie, czego efektem może być właśnie sama strzała. Wszystkie połączenia bardzo mnie urzekły. Męskie propozycje zaoferowały nam mnogość zestawień i ogromny wybór pojedynczych elementów, które w pojedynkę wystarczająco dadzą radę stworzyć nam niebanalną stylizację. Połączenia materiałów i wzorów, oraz barw mimo intensywności uważam za spójne i konsekwentne. Urzekające koronkowe suknie z tęczowymi frędzelkami i misternie poprzyklejanymi licznymi cekinami niczym groszki to majstersztyk jakiego mógłbym się spodziewać w tym kraju. Niepodważalnie same formy ubrań to coś co już widzieliśmy. Projektant nie tworzy nowych połączeń, nowych krojów, które można by nawet mocno przesadnie nazwać innowacyjnymi czy eksperymentalnymi. To nawet nie jest próba wykorzystania czegoś innego. Niemniej dla mnie pewna przewidywalność samych form w kolekcji Mariusza ma swoje plusy, a popis kreatywności i nadawanie charakteru kolekcji przejawia on misternymi naszyciami i barwami, których nie podejmuje się nikt inny w kraju. Oczywiście cała kolekcja nie zasługiwałaby o pokazanie między pokazami Johna Galliano i Balmain, ale w Polsce Mariusz Przybylski nie ma sobie równych, szczególnie biorąc pod uwagę jego estetykę pracy, dalej zatem powtarzam, że inni mogliby się od niego uczyć. Może nie PRu, do którego coraz częściej mam i słyszę zarzuty, również marketingu, który nijak się ma do genialnych kampanii choćby Kupisza, ale sama moda, bo o nią tu głównie chodzi, jest moim oczkiem w głowie i zamierzam bronić Mariusza tak długo, aż nie osiądzie on na laurach.



 fot. Filip Okopny


Po samym pokazie oczywiście był poczęstunek alkoholem dla wszystkich, mimo mało przestronnego wnętrza Studio ATM. Atmosfera była bardzo ciężka, mało przyjazna. Im rzadziej bywam ostatnio w Warszawie na tego typu wydarzeniach tym bardziej nie rozumiem uczęszczających tam ludzi oraz panującej atmosfery. Dla mnie na szczęście ten wieczór był świętem mody i nie zawiodłem się. Zobaczcie fotorelację.




relacje z wydarzeń, na których bywam, znajdziecie zawsze na bieżąco w opcji 'stories' na moim koncie instagramowym: @nabilunity




my look:
Jacket - Girl Little Boy
Top - Zara
Pants - Top Secret
Shoes - Zara
Socks - H&M



fot. m.in. Filip Okopny



Biżuteryjki dla WOŚP


środa, 11 stycznia 2017

Witajcie w Nowym Roku! Mam nadzieję, że będzie on dla nas bardziej łaskawy i przyjemny niż ten poprzedni. Jak możemy dobrze zacząć ten czas? Na przykład pomagając innym, a idealną okazją, jak co roku jest wsparcie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ja nie mam dylematu w jaki sposób to zrobić, bowiem oprócz standardowych kilku drobnych, wrzuconych do puszki podczas finału, możemy licytować często wyjątkowe fanty. Co roku lista takich bogactw zaskakuje oryginalnością. Ja miałem w tym roku okazję pomóc pewnej grupie wyjątkowych ludzi, którzy na co dzień tworzą wyjątkową biżuterię. Stworzyli oni kilka lat temu grupę, którą nazwali Biżuteryjki dla WOŚP. To spora armia ludzi o dobrym sercu, którzy co rok, w coraz większym gronie, tworzą w swoich pracowniach czy zaciszach domowych biżuterie, lub ich fragmenty, które można potem wylicytować, a zebrane pieniądze trafiają do puli Wielkiej Orkiestry. Zarówno ich serca jak i kreatywność są ogromne.

"Pod młotek" trafiło w tym roku również kilka propozycji dla panów. Wyjątkowe i niepowtarzalne bransoletki oraz naszyjniki, stworzone wspólnymi siłami przez grupy artystów i rzemieślników, mogą być Wasze. Większość z tych cudów było po kawałeczku tworzone przez inną osobę, tym bardziej możemy być pewni, że wylicytowany przez nas skarb będzie jedyny w swoim rodzaju. No i zakup pomoże podopiecznym Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.


Zobaczcie biżuterię, która na aukcje trafiła promowana przez m.in. zdjęcia, które zrobiliśmy razem z Bożenką z Biżuteryjek, no i z moimi chudymi rękoma.

















Mariusz Przybylski 2016


wtorek, 15 listopada 2016

Każdy z nas, osób interesujących się modą, jest w stanie wymienić chociaż jednego projektanta, którego estetykę pracy i funkcjonowanie na rynku może śmiało docenić. Kiedy łączy się to z tworzeniem ubrań trafiających w nasz gust, a oprócz tego można dołączyć kilka innych plusów okazuje się, że to dobry materiał na post. Tak, co by przedstawić artystę szerszej publiczności, jak się już ma do tego odpowiednie narzędzia, w tym przypadku bloga.

Nie wybiegam dziś za granice naszego kraju, bo przecież trzeba chwalić to co dobre na naszej nadwiślańskiej ziemi. Kiedyś pisałem post o moich ulubionych, krajowych projektantach (TUTAJ). Od tamtej pory na pewno sporo się zmieniło, ale niezmiennie na liście figuruje mój ulubiony komercyjny projektant czyli Mariusz Przybylski. Cenię go zarówno za sposób funkcjonowania na rynku, estetykę pracy, efekty, jak i fakt, że jego filozofia pokrywa się z moją świadomością mody co zapewnia mi miejsce na widowni pokazów. W końcu kiedy możesz zobaczyć coś na żywo, jesteś w stanie w pełni docenić i polecić konkretne dobra.





Coś więcej o projektancie? Mariusz Przybylski swoją miłość do mody odkrył w liceum plastycznym, co poprowadziło go dalej w kierunku Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Wiedzę, oraz doświadczenie zdobyte w tym czasie szlifował później jako stylista przy sesjach i pokazach. Na dobre wtedy osiadł w Warszawie. Z pasją podchodził do swoich zadań, a kiedy jego możliwości były ograniczone sam szył stroje, co zainteresowało ludzi z jego otoczenia. Szybko okazało się, że ma ogromny talent i kolejnym etapem na jego drodze było już jedynie stworzyć własną markę modową.




Pierwsza kolekcja Mariusza Przybylskiego swoją premierę miała w 2005 roku i przez cztery kolejne lata projektant szył jedynie dla mężczyzn. Kiedy w 2009 na wybiegu pojawiły się pierwsze kobiece sylwetki były one zbliżone formą do męskich. Dominowała czerń i klasyka, wzbogacona o autorskie detale, ale zdecydowanym plusem, od początku pracy projektanta, była wysoka jakość materiałów i szycia każdej kolekcji.




Moją uwagę projektant zwrócił na siebie, kiedy światło dzienne ujrzała, w 2014 roku, jego kolekcja "Night Air" podsumowująca 10-lecie pracy. Na wybiegu oprócz czerni i granatu pojawiły się sylwetki, które były połączeniem klasycznej, eleganckiej formy z kwiatowymi motywami w pastelowych i jaskrawych kolorach. Moim absolutnym must have, spędzającym sen z powiek, okazał się garnitur w kolorach lipcowej łąki skąpanej w świetle zachodzącego słońca. Mistrzostwo jeśli chodzi o twórczość na polskim poziomie. Od tego momentu było już tylko lepiej.




Aktualnie projektant wykłada na Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru. Oprócz tego jest jurorem w konkursach dla młodych projektantów zarówno tych z tradycją, jak i tych komercyjnych konkursów. Ubiera najznakomitsze polskie nazwiska, a jego kolekcje można było podziwiać na Fashion Weeku w Berlinie. Jako pierwszy polski projektant nawiązał współpracę z marką kosmetyków Tołpa, tworząc wspólnie nową linię specyfików. Dla klientów, którzy cenią sobie jakość, wygodę i rozsądną cenę stworzył on tańszą linię ubrań - Philosophy by Mariusz Przybylski.


http://m.natemat.pl/e5131150932d005b43b85c4a6092c8a4,641,0,0,0.jpg



Ja miałem zaszczyt zobaczyć kolekcję Mariusza pierwszy raz w grudniu 2014. Była to kolekcja "Wild at Heart" na wiosnę/lato 2015, z której pokazu moją relację możecie zobaczyć i przeczytać TUTAJ. Pamiętam, że gdy pokaz się zaczął i wyszły pierwsze sylwetki dosłownie opadła mi szczęka, i tak już została aż do ukłonu projektanta. Mało był to elegancki widok, ale myślę, że wymowny. Klasyczne kroje, perfekcyjne formy i eleganckie linie w połączeniu z genialnymi kolorami, geometrycznymi wzorami, albo kamieniami. Wtedy naprawdę doceniłem estetykę pracy Mariusza Przybylskiego.





Rok później Polska zobaczyła jego, dotychczas, ostatni pokaz, który również miałem ogromną przyjemność zobaczyć osobiście. Relację z tego wydarzenia chciałem połączyć z postem o twórcy, stąd taka forma lektury, którą macie okazję czytać. Pokaz ten, który odbył się 29.10.2015 składał się z dwóch części, albowiem projektant przedstawił swoim odbiorcom dwie kolekcje: "Transplantacja" oraz "White Wolf", obie na sezon jesień/zima 2016.



Projektant jedynie potwierdził, że jego estetyka i wrażliwość, oraz spójność mają się naprawdę dobrze, a nawet coraz lepiej. Podczas pierwszego pokazu wieczoru goście mogli zobaczyć nieco skromniejszą kolekcję "Transplantacja", która powstała z tkanin pozyskanych z używanych ubrań - modowego recyklingu. Mogliśmy to zobaczyć dzięki współpracy projektanta z firmą Vive Textile Recycling. Kolekcja pięknie oscylująca w połączeniu czerni z granatowymi i niebieskimi materiałami ukoiła moje oko. Przy tym była wytworna i nie można jej było odmówić elegancji. Materiały takie jak żakardy, koronki wraz z cekinami czy kamieniami pięknie nadawały charakter tym bardziej eleganckim, jak i sportowym sylwetkom, idealnie spajając wszystko razem. Mimo iż kolekcja została uszyta z ubrań, które ktoś już kiedyś nosił, potencjalna klientka Mariusza mogłaby znaleźć w niej coś dla siebie zarówno na kolację w przeciętnej restauracji jak i na ekskluzywną galę. Wielki plus za odwagę, po raz kolejny Mariusz został pionierem wśród naszych komercyjnych projektantów, z czołówki, tworząc kolekcję z recyklingu, która naprawdę estetycznie jest godna porównania do wielu innych, standardowych prac z polskich wybiegów. Świetnie połączyła eksperymentalną zabawę z limitowaną nonszalancją. Była świetnym rozpoczęciem wieczoru, taką wygodną poduszką, która upewniła siedzącego na widowni gościa, że warto zostać do końca na swoim miejscu, wygrywając z wygodną kanapą w zaciszu domowym.





Drugi pokaz tego wieczoru był prezentacją głównej kolekcji na jesień/zimę 2016 o tytule "White Wolf". Bez wątpienia kolekcja jest silnie powiązana z poprzednią "Wild at Heart" zarówno formami jak i estetyką, niemniej jednak mam wrażenie, że projektant coraz odważniej bawi się modą. Sięga po nowe, wyraźniejsze rozwiązania, a szczególnie dotyczy to męskich sylwetek, co mnie bardzo cieszy. Wręcz zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeśli projektant robi dobrą modę męską to faktycznie jest godny pochwalenia, bo o wiele łatwiej jest zrobić coś charakterystycznego, nawet ekstrawaganckiego i przy tym do noszenia dla kobiet niż mężczyzn. Takie jest moje zdanie. Piękne jaskrawe kolory, ponownie kwiatowe motywy, kamienie, frędzle. Intrygujące połączenia materiałów. Konturowanie za pomocą jaskrawych krawędzi. Sporo nowości, ale i nawiązań do poprzednich kolekcji. "White Wolf" mocno podkreśla jaskrawą linią i potwierdza styl projektanta, czego do tej pory uczyliśmy się i zaskakiwaliśmy się nim.




Warto było znaleźć się wśród tych ludzi, tego pięknego wieczoru.




My look:
Shirt - Zara
Pants - Levi's
Shoes - Zara


Wyjątkowe kolekcje i pokazy umocniły pozycję Mariusza Przybylskiego w czołówce najlepszych polskich projektantów. Również dla mnie jest on wyjątkowym artystą wśród tych najbardziej komercyjnych nazwisk w Polsce. Bardzo jestem ciekawy jego nadchodzącej kolekcji, której pokaz już za tydzień 22 listopada. Mam nadzieję, że będę miał okazję przedstawić Wam relację z tego wydarzenia.



photos by Filip Okopny, Krzysztof Budzyński, Filip Płaczek, Mariusz Przybylski Facebook, Tołpa